Dz. 560 i 561

Dz. 560 i 561

Dzień 560 23 kwiecień 2018
Imieniny Jerzego, patrona

Wybaczam dziś wszystkim, Panie doktorze
I chylę czoła w szczerej pokorze
I proszę wszystkich o wybaczenie
Takie jest moje na dziś życzenie.
To skierowane do siebie samego
I nie wymyślę już chyba lepszego.

Dzień 561.
Dziś w ton uderzę, u mnie niezwykły
Ale dosadny i stąd przejrzysty:
Panie doktorze, do kurwy nędzy
Czy ja to robię dla jakichś pieniędzy?
Czy Pan nie sądzi głęboko w swej duszy
Że ja mam dosyć już tych katuszy
Bywa, że wstaję i wyję ze złości
Że nadal słońce na niebie gości
Że potem dzień mija kolejny na ziemi
Który niczego już nie odmieni.
Dzień jeden i drugi, a potem kolejny
Następnie tydzień, jak kac niedzielny
Co w poniedziałek, choć wyleczony
Już zapowiada znane szablony
I zdaje się życie jest nowe nam dane
A przecież wiemy, że jest przesrane!
Że zawsze było. I jest. I będzie.
I że się łudzimy w tym naszym obłędzie
Co nas napędza, karmi nadzieją,
Wciąż nową i nową, aż bóstwa się śmieją:
– Jakie bezradne są te ludziska!
Aż czasem od tego ból dupę ściska,
I sam już nie wiem, ku mojej rozpaczy
Czy to coś znaczy, czy nic nie znaczy?
Czy coś się stało, że tak marudzę?
Że się nie mogę z tego wybudzić?
Ze stanu tego, co mi doskwiera
I od dni paru ciężko uwiera?
Owszem, jest tego jedna przyczyna
A zwie się ona, jak zwykle, dziewczyna.
Albowiem kolejna mnie opuściła
Co się daremnie znowu łudziła,
Że mnie przerobi na swoją modłę
I przy mnie spędzi życie wygodne
Że krową dojną znów się okażę
Dla niej, jej dzieci, wnucząt… Nieboże!
Lat wkrótce będzie liczyć na kopy
I nadal wpada w te życia kłopoty
Co niejednego już wykończyły
Ale, jak widać, starcza jej siły.
I aby rzecz ująć najściślej jak mogę
Dodam tu tylko, że ja w tę drogę
Wybrać się dalej z tym całym majdanem
Nie jestem w stanie. To nie jest mi dane.
Nie chcę za sobą wlec tego draństwa
Tych paranoi, urojeń, chamstwa
Co się przewala w łbach wykształconych
Duchem niebieskim mocno przymglonych.
Ja wolę, Doktorze, me łąki i lasy
Czyste powietrze. Więc niech te kutasy
Raczej się z dala ode mnie trzymają
I w swoim K…….e dni dożywają.

Post a Comment